Myślałem o tym aby zamknąć tego bloga....bo i tak dawno nic tutaj się nie pojawiło....
Ale przemyslałem sprawę.... i trochę szkoda.... to jednak kawał czasu.....kawał historii...
Tak więc postanowiłem że zamiast zamykać bloga....będę kontynuował....
Co ma być , to i będzie.... albo dostanę weny i poprowadzę tego bloga dalej , albo mimo starań jak zobaczę że nie ma to jednak sensu.... skasuję i tyle...
Zbliża się 30-stka.....
Jasny chuj....
Stary się robię....zmiana kodu trójka z przodu...... :-)
Grunt to pozytywne myślenie....którego mi brakuje.... hehehehe
Plany co do urodzinnowej imprezy jeszcze nie są sprecyzowane....ale coś tam pewnie się wydarzy.
Natomiast tegoroczny sylwester będę spędzał we Wrocławiu....liczę na sporo emocji :-)
Przeżyłem.....
Przeżyłem i mam się dobrze , a to już coś !!!
Pojechałem na długo oczekiwany event.... czyli MAYDAY w katowickim spodku...
Impreza przerosła moje oczekiwania...było z a j e b i ś c i e....
Początek nie zapowiadał się tak rewelacyjnie , bo jak zobaczyłem ekipę jaka jedzie to stwierdziłem że może być ciężko....
Na szczęście wódka pozwala przełamać większość zahamowań , co i tym razem nastąpiło.
Przejazd wynajętym autokarem zajął nam około sześciu godzin , gdyż często musiały być ustalane postoje ze względu na to że to ktoś chciał siku , ktoś się ocknął że już nie ma wódki itp...
Tak więc dotarliśmy na 21:10 pod katowicki spodek....szybka akcja na przebranie się i do boju !!!
Oczywiście w środku pełno zajebistych samców.... no przechuj .......kompletnie nie można się skupić na czymś innym tylko na tym że co chwile przechodzi jakiś „konkret kolo”.
Sama impreza mnie pozytywnie zaskoczyła....myślałem że nie ogarnę tego , ale dałem sobie na luz i poszło elegancko.
Najgorszy był jednak powrót....autokar ruszył dopiero o 9;30 rano bo zanim się cała ekipa pozbierała to trochę czasu minęło. Zaczął mnie napierdalać łeb tak że myślałem że mi tą resztkę mojego rozumu wyjebie w kosmos....
Ogarnąłem się tak około 12stej.... a ekipa już była porządnie nawalona....
W chacie byłem o 16:30 .... obiad ciepłą herbata i kąpiel.....
Wieczorem wpadł młody.....przyniósł od mamy flaszkę domowej nalewki....
Ja miałem 0.7 wyborowej więc zaczęliśmy od tego....obejrzeliśmy trzy filmy...zamówiliśmy pizzę i kolejną flaszkę....lecz po jedzeniu nas już tak zamuliło że flaszka została na inny dzień....
Fajny ten młody....:-)
A dziś relaksuję się na potęgę , muszę się zebrać w całość , ogarnąć bo zbyt dużo wolnego było i człowiek może dostać wstrząsu jak się nagle ocknie w pracy.
Nie mam zdrowia....do niczego...
Mam dosyć tego pierdolonego remontu na starej chacie...mam dosyć kurwa najnormalniej dosyć.
Od sierpnia nic nie robie tylko zapierdalam z pędzlem , wałkeim , farbą i wszelakimi innymi cudami któe mają za zadanie ulepszyć wygląd mieszkania.
Wiecznie kurwa nie mam czasu dla samego siebie...
Ogólnie uchodzi ze mnie powietrze...czuje sie stary , brzydki , garbaty ...czuję sie jak taki stary dziad....
Zero pozytywnego myślenia... bo po co.. i tam to nic nie zmieni...
Słucham jakiś smętów... na mp4 wrzucone chyba wszystkie mozliwe wolne smuty jakie mam na kompie...
I tak jadąc do pracy przez jebane 75 minut słucham tych nagrań i kompletnie odlatuję... nic dla mnie nie istnieje.
Jesień jest takim okresem podobno....dołującym....ale w tym roku jakoś wyjątkowo mnie jebnęło.
Samotność kompletnie nie pomaga...